niedziela, 7 lutego 2016

Początek i koniec


Jakiś czas temu napisałam kilka zdań na konkurs ogłoszony na Zorki blogu. Dostałam wyróżnienie i piękną kartkę wypisaną osobiście przez Zorkę. Myślami często wracam  do chwil, które wtedy opisałam. Dwie krótkie migawki...

Stoję. 
Korytarz... za mną drzwi izolatki.
Przede mną okno, widok na drugie skrzydło szpitala. 
Zbliżenie  kadru.
Pielęgniarka pochylona nad noworodkiem – początek.


Odwracam się, naciskam klamkę.                           
Wchodzę.                                                                                                           
Liczę Jej ostatnie oddechy... – koniec.
Gdzie środek? 
                                                                                                          
Środek fruwa zawieszony na dwóch cienkich nitkach między początkiem i końcem.
To zdjęcie i myśl, że może mogłam lepiej liczyć ostatnie oddechy wracają uparcie każdego dnia.
Może mogłam bardziej, lepiej, więcej...


Trzy dni wcześniej

Siedzimy w ogrodzie. Jest bardzo ciepło.                                                   
Kwiaty wypielęgnowane przez Nią kwitną jakby nigdy nic.
Rozgląda się.
Patrzy na drzewa, niebo, na moją córkę, która biega po ogrodzie w kolorowej sukience.Kiedyś, dawno temu, uszyła ją dla mnie.
Wie wszystko.
Ja Też wiem.
Podasz mi igłę i nitkę?- mówi.
Podaję.
Woła małą i skraca  ramiączka przy sukience.
Były  długie i ciągle spadały.

Trzy dni później jest już w izolatce.
Odchodzi ostatniego dnia wakacji.


4 komentarze:

  1. Szarpnęłaś moją strunę wrażliwą, aż zabolało. Tak jest co jakiś czas, od ponad czterech lat. Mówią, że żałoba trwa rok. Ciekawe dla kogo. Moja nigdy się nie skończy. Moja Mama odeszła w samotności, beze mnie. Nic mnie nie pocieszy.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wiem, u mnie minęło 16 lat, druga wnuczka urodziła się po jej śmierci. Żałoba kiedyś się skończy, ale tęsknota nigdy

      Usuń