wtorek, 9 lutego 2016

Spotkanie

Ktoś od pięciu lat obiecywał, że zabierze mnie do swojej Cioci. "Zobaczysz jaka to miła osoba" powtarzał.Dni mijały i choć Ciocia mieszka tylko 20 km dalej, to wciąż się nie składało.
I wczoraj wreszcie się złożyło.
Stary, drewniany dom, stara klatka schodowa, piękne starte poręcze...
Ciocia mieszka na poddaszu. Zanim zdążymy zapukać, drzwi się otwierają, a starsza pani zaprasza do środka.


Starsza Pani, dobrze już po osiemdziesiątce, uśmiech serdeczny, a oczy nadal pełne blasku jak u młodej dziewczyny.
Siadamy i gadamy jakbyśmy się znały od lat. Takie "bla bla" o dzieciach, o zdrowiu o rodzinie.

A potem Ciocia  zaczyna wspominać...
Słucham ja, słucha moja czternastoletnia córka i słucha ten, co nas tu przywiózł.
O tym że miała ośmioro rodzeństwa, że było ciężko i, że skończyła zaledwie sześć lat, gdy opuściła dom. Została oddana " na służbę" i nigdy już do tego domu nie wróciła na stałe. Zawsze wśród obcych. A Jej siostra miała tylko półtora roku gdy jakaś rodzina ją zabrała.  Opowiadała jak dzieci musiały  prosić ojca, by pozwolił im iść do szkoły, że rodzice nigdy nie pomagali w lekcjach, że całe życie ciężko pracowała, że....
Ciocia mówiła, a moja córka szeroko otwierała oczy.
Starsza pani nie użalała się, nie narzekała. Z uśmiechem mówiła o tym co minęło.
Musiała tylko przerwać co jakiś czas, bo telefony.... jeden za drugim: córka, wnuki,  synowa, która synową  już nie powinna być, bo syn od kilkunastu lat nie żyje i synowa ma drugiego męża. Ale jest nią nadal, dba, dzwoni i z tym drugim mężem przybiegła z drugiego końca miasta o 23  ratować teściową, gdy ta zasłabła. I ten nowy mąż synowej....wziął kobietę z całą przeszłością i z  teściową , która ani jego matką, ani kimś z rodziny, tylko zupełnie obca.

Telefony dzwoniły....
Starsza Pani cierpliwie odbierała każdy  i z pobłażliwym uśmiechem tłumaczyła, że od pewnego czasu jest "kontrolowana" przez dzieci.
Mieliśmy wpaść z wizytą tylko na dwadzieścia minut, ale dwadzieścia minut zamieniło się w dwie godziny.
To wszystko mało, bardzo mało.
I wiedziałam. że nie powinnam, bo Młoda jeszcze pracy domowej z matematyki nie tknęła i będzie siedzieć w nocy.
To nic, bo czasem inne lekcje ważniejsze.
I śpieszmy się bo coraz mniej okazji, coraz mniej drzwi do przeszłości, do świata zupełnie innego niż nasz.

 A zdjęcia zupełnie przypadkowe.



2 komentarze:

  1. No tak, czasami są ważniejsze lekcje i ważniejsze sprawy.
    Warto czasami przystanąć i posłuchać.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Warto, tylko w tym pędzie tak trudno przystanąć.

      Usuń