niedziela, 24 kwietnia 2016

Strach największy

Jest pewien rodzaj strachu, który potrafi zrobić z  mózgiem tak, że człowiek nagle nie wie do czego służą  przedmioty, których używał od dawna.

Prawie 14 lat temu pewna kobieta spodziewała się drugiego dziecka. Miała już jedną córkę, którą urodziła 10 lat wcześniej. Dziesięć lat, to wystarczająco długo, by znowu wejść w etap zaglądania do cudzych wózków i wąchania obcych niemowlaków. 
Ciąża przebiegała książkowo, a  ona miała zaufanego lekarza prowadzącego więc czuła się dość pewnie.

Na rodzeństwo czekała córeczka kobiety, bo dawno znudziło jej się bycie jedynaczką i o niczym tak nie marzyła, jak o siostrzyczce. No ostatecznie mógł być brat, ale to tak z " braku laku...".
Dziewczynka miała psa i chomika, bo rodzice nie chcieli, żeby była zupełnie  samotna, ale żadne zwierzątko nie jest w stanie zastąpić rodzeństwa.
Powiem Wam jeszcze, że  któregoś dnia, kilka miesięcy wcześniej, chomik, którym opiekowała się dziewczyna, nagle przeniósł się na tamten świat. Rozpacz była straszna, łez kapało mnóstwo. Tego dnia mama dziewczynki  czuła się inaczej niż zwykle i postanowiła zrobić test ciążowy, na którym pokazały się dwie różowe kreseczki.
Córeczka płakała, a mama w tej bezsilności nad rozpaczą swojego dziecka powiedziała, że owszem chomika nie ma, ale za jakiś czas pojawi się rodzeństwo.
Wiedziała, że  mówi to za wcześnie, ale bardzo chciała, żeby jej córeczka też mogła się cieszyć.

Od tamtej pory czekały razem, wybierały wózek, ubranka. Razem oglądały rosnący brzuch i któregoś dnia zobaczyły jak mały gość rusza nóżkami.
Gdy przyszedł czas, w ciepłą lipcową sobotę  maleństwo zostało wyjęte z brzucha. Piszę wyjęte, bo akcja porodowa nie chciała się rozwinąć i poród zakończył się cięciem.
Radość była ogromna, urodziła się śliczna dziewczynka i na dodatek zdrowa.
 Matka obolała po cesarce, uśmiechała się do personelu i bliskich, bo był to drugi, najszczęśliwszy dzień w jej życiu.
Rano przyszła starsza siostra i wszyscy patrzyli jak Mała i Duża pierwszy raz wzięły się za ręce. Oczywiście w domyśle: Mała ścisnęła palec Dużej.
Potem wpadła pielęgniarka i zabrała maluszka na rutynowe zabiegi: kąpiel, badanie itp.
Wtedy jeszcze nikt nie przypuszczał, że już za moment zacznie się wielki wyścig, którego wygraną będzie życie.
Matka odpoczywała po zabiegu i spokojnie czekała , aż położna przyniesie jej córeczkę.
W pewnej chwili  zorientowała się, że coś się dzieje. Na oddziale powstało wielkie zamieszanie. Pielęgniarki dzwoniły, lekarz krzyczał, a matka podłączona do kroplówek umierała ze strachu, ale jeszcze wtedy miała nadzieję, że to wszystko nie dotyczy jej dziecka.
 W końcu przyszedł lekarz, wziął kobietę za rękę i powiedział, że trzeba dziewczynkę ochrzcić, bo jej stan jest bardzo zły.  
Dziecko miało krwotok wewnętrzny, a oddział w szpitalu rejonowym nie był odpowiednio wyposażony,  by udzielić specjalistycznej pomocy.
Matka wzięła telefon do reki, patrzyła na klawiaturę, ale  z tego wielkiego lęku o własne dziecko nie potrafiła wybrać numeru do najbliższych. Nie potrafiła wykonać czynności, którą robiła wcześniej tysiące razy.
Lekarz wezwał karetkę ze szpitala okręgowego, ale karetki nie było. Krwi tez nie było, a dziecko słabło.
Ordynator i młoda lekarka robili co mogli, żeby uratować dziewczynkę.
W końcu, to chyba była wieczność, przyjechała karetka z inkubatorem i maluszek został zabrany do szpitala wojewódzkiego.
Matka pomyślała sobie wtedy, że gdyby tak się stało, że... to nie będzie pamiętać twarzy własnego dziecka, bo przecież tak krótko je widziała.
Ale minęło prawie 14 lat i pamięta dokładnie tę małą  buźkę, owiniętą w szpitalny kocyk.
Pomyślała sobie też, że gdyby tak.... to jej Matka, która dwa lata wcześniej odeszła zaopiekuje się przecież tym maleństwem.

Kobieta leżała sama całą noc i nie wiedziała nic. Nie miała odwagi myśleć, nie miała odwagi marzyć o tym, o czym marzą szczęśliwe matki po porodzie: o powrocie do domu, o zapełnionym łóżeczku, o pierwszej kąpieli w towarzystwie starszego rodzeństwa.
Trzymała  telefon w ręce i czekała.
Czasem noc może być bardzo krótka, ale tamta była najdłuższą nocą, jaką kobieta przeżyła.

Nie będę Was trzymać w niepewności, i zdradzę,  że rano stan dziecka był już lepszy, a krwotok  zatrzymano. 

Za rok, kiedy matka była w przychodni z maluszkiem na jakimś szczepieniu, młoda lekarka, która ratowała dziewczynkę tamtego dnia, podeszła na korytarzu, pochyliła się nad nią i powiedziała: "Mała strasznie fajnie cię widzieć w takim stanie. To był najgorszy dyżur w moim życiu".

Tamta dziewczynka, a raczej już nastolatka, ma teraz prawie 14 lat,  uczy się bardzo dobrze i uwielbia sport. Najbardziej kocha piłkę nożną. W jej pokoju wiszą plakaty piłkarzy, a na podwórku musiała stanąć obowiązkowo bramka. A gdy pytamy co jej  kupić w prezencie od powiada: buty do nogi (kolejne, bo właśnie chciałaby jakieś nowsze), albo piłkę, bo takiej jeszcze nie ma.

Oczywiście, że takich historii jest mnóstwo. Tysiące matek przeżywa  jeszcze trudniejsze chwile.
Ale właśnie ta matka, od  14 lat już wie , że nic w życiu nie jest oczywiste, że życie jest bardzo kruche i, że najważniejsze są te małe szczęścia, takie zupełnie zwykłe i codzienne.
Te małe szczęścia składają się jak puzzle i tworzą obraz naszego życia.

I jestem pewna, że prawie każdy z Was miał taki moment w życiu, że wszystko od tamtej pory  nabrało zupełnie innego znaczenia.








12 komentarzy:

  1. Oj tak! Ja jestem najmłodszą siostrą czworga rodzeństwa i urodziłam się po bardzo długiej przerwie :)
    Ale życie się im zmieniło nie do poznania.
    Pozdrawiam, Marta

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Taki maluch zmienia cały dom i życie całej rodziny. Również pozdrawiam, Basia :)

      Usuń
  2. Wzruszająca historia.Mój syn urodził się o ponad półtora miesiąca wcześniej.Zagrożenie było duże,na szczescie wszystko dobrze się skończyło.Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wcześniaki często, pomimo dużego zagrożenia zaskakują swoją siłą i wolą walki. Bardzo się cieszę, że u Ciebie też wszystko zakończyło się szczęśliwie. Pozdrawiam:)

      Usuń
  3. Przykro mi że takie coś musiałaś przeżyć, strach o dziecko ..... Trudno to opisać co się dzieje w naszych głowach.... Momentów trudnych w życiu spotyka nas wiele, jak to sie mówi małe dzieci mały kłopot itd. Ale strach o zdrowie lub życie jest nie do opisania! Ja jestem na etapie takim że mój syn zrobił właśnie prawo jazdy- przeżyłam skuter , teraz czeka mnie to!!! Osiwieję, nie, ja już osiwiałam ;) pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oj tak, wiem coś o tym. Moja starsza córka trzy lata temu też zrobiła prawo jazdy i jeździ od tamtej pory. Zdążyłam się już przyzwyczaić, ale na początku każdy jej wyjazd był dla mnie stresem. Matki wszytko przeżyją :) Pozdrawiam serdecznie :)

      Usuń
  4. Miałam taki trudny moment kiedy całe moje życie zostało przewartościowane. Dziś cieszę się drobiazgami, bo to one sprawiają, że jestem szczęśliwa. Cenię sobie każdy dzień, który dostałam w prezencie. Pozdrawiam:):):)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Masz rację, to te drobiazgi i umiejętność doceniania ich sprawiają, że jesteśmy szczęśliwi. Wszystkiego dobrego, ściskam :)

      Usuń
  5. Podobną historię mam zapisaną w kartach mojej pamięci. Tak mi bliską. tak smutną. i ten strach tak samo paraliżował. Ale jużnie.. czas leczy rany

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Masz rację,czas leczy rany i po latach jest łatwiej. Pozdrawiam :)

      Usuń
  6. Czytam i się wzruszam, co za historia!Moja mama jak mnie urodziła to miała krwotok, prawie odeszła z tego świata, ale na szczęście udało się ją uratować.Z kolei mojego starszego o rok brata "wyjęto" z brzucha.Ponadto ja jak miałam 2,5roku to najadłam się jakiś owoców i się zatrułam, też mnie ledwo odratowano.Takich historii jest mnóstwo, każde z nich wyjątkowe i bolesne, ale jakże krzepiące i budujące.Kiedy zdechł mój pies też byłam w rozpaczy, ale pojawił się drugi, potem trzeci, potem dwa, teraz znowu mam psa, a niedługo kolejnego, taka kolej rzeczy, ważne by cieszyć się każdą chwilą i każdym życiem, bo najważniejsze w życiu to cenić to co dobre nas spotyka i omija z daleka.Ważne są w życiu tylko te chwile, których...:-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zgadzam się z Tobą całkowicie, bo najważniejsze cieszyć się i doceniać chwile, które mamy:)

      Usuń