niedziela, 12 czerwca 2016

O niczym

Kiedyś myślałam, że pisać można tylko o czymś spektakularnym, znaczącym na pierwszy rzut oka.
Dziś wiem, że życie składa się z malutkich kawałków bardzo zwykłych chwil, a te zwykłe chwile są często niezwykle ważne.
Głębszy oddech, myśl ledwo uchwycona, zatrzymana na trochę dłużej, jakaś prosta historia...
Może być wspomnienie, małe marzenie, albo wielkie, największe, takie nie do spełnienia.
Piszemy o życiu i śmierci, o radościach i smutkach, strachu i odwadze....
O wszystkim.
Można spisać co tylko przyjdzie nam do głowy.
Na kartce papieru, albo w pamięci komputera zostawić dla siebie i dla innych.
Jak to dobrze, że jest tyle słów, które to umożliwiają.

No wiem, że nigdy nie będę porządnym blogerem, bo nie miewam planu na posty, tylko siadam i po prostu zaczynam od słowa, zdania.... i dalej,   i dalej...
Zdjęcia wrzucam też zupełnie z przypadku, takie które mi się właśnie spodobały.
A to co z tego powstanie, nawet dla mnie często jest niespodzianką i zaskoczeniem.

Dziś może o kwiatach w ogródku, bo kalina właśnie przekwitła i trochę żal.
I o deszczu co uwziął się na nas i pada, i pada, i trawy kosić nie pozwala.
Ale przecież coś za coś, bo przez to padanie wszystko tak rośnie, że każdego ranka oglądam po kolei każdy krzaczek i nadziwić się nie mogę, że przez noc tak się zmieniają.

A może o tych kobietach, co w wieku lat czterdziestu kilku odchodzą, nie doczekawszy ślubów synów i tej radości i dumy, która rozpiera, gdy się patrzy na wnuki....
Nie o tym?

To może, o tym co minęło, o szansach przegapionych dawno temu.
Bo gdyby się dało cofnąć czas, to człowiek dwa razy by usiadł, zanim ruszył z miejsca.
A może to wszystko było po coś i właśnie ta droga, czasem ciężka, doprowadziła do tego co jest.
Ale tego co masz przecież nie oddasz nikomu i za nic w świecie.
I jednak wyszło na to, że poszłabyś tym samym szlakiem kolejny raz, chyba, że jakiś inny,  prowadzi dokładnie w to samo miejsce, ale tego nie da się sprawdzić w żaden sposób.
No to nie ma co o tym myśleć, a już pisać to już całkiem nie ma sensu.
Więc w końcu  o czym?
O młodości! To będzie dobry temat, lekki, optymistyczny.

I teraz powinno się zacząć od "dawno, dawno temu..."
Ale zamiast tego zaczynasz liczyć w głowie ile zmarszczek przybyło i kilogramów, i co Cię różni od tamtej dziewczyny w szerokim swetrze.
I nie myślisz już wcale o młodości, tylko o tym, kiedy uciekła i jak to się stało, że  tego nie zauważyłaś.
O siwych skroniach już nie wspomnę. Dobrze, że wynaleźli te farby do włosów.
Kupujesz od lat taką samą, przyzwyczajenie, czy strach przed ryzykiem?
Stawiam na przyzwyczajenie. Kiedyś zostawiłaś prawie wszystko, zaczęłaś od nowa i ryzyka się nie bałaś.
A może odwrotnie: to strach, że już tak będzie zawsze, kazał postawić wszystko na jedną kartę i zmienić o 180 stopni kierunek.
"Niech się dzieje..." wyszeptałaś i poszłaś nie oglądając się za siebie.
Jedna myśl dodawała odwagi, że gorzej być już nie może.
I maiłaś cholerne szczęście, że nie wyszło gorzej.
Może nie idealnie, bo zawsze jest się czego czepić i ponarzekać, a czasem nawet i popłakać, ale masz coś, czego nie chcesz stracić za nic.

No i zamiast o młodości zrobiło się o przemijaniu.
Zupełnie niepotrzebnie takie tematy, ale co zrobić, chce się pisać o jednym, a myśli wędrują w swoją stronę i choć się starasz, one i tak polecą tam gdzie chcą.
I zanim skończyłaś wyszło słońce. Nie zauważyłaś, bo nie podnosiłaś głowy znad klawiatury.

O słońcu można pisać dożo, tylko po co?
Lepiej rzucić to wszystko do następnego deszczu, a teraz wystawić nos i poczuć wiosenno-letnie ciepło, popatrzeć jak dzieci depczą trawę, jak piłka ląduje w wypielęgnowanych kwiatkach, posłuchać krzyków i nawoływań,  i cieszyć się, że dom żyje.                                                               O, a propos tego życia domu.
Kiedyś pisałam Wam, że mamy psa,  rybki i świnkę morską. Ostatnio przyplątała się kotka. Nie potrafiliśmy jej nie przygarnąć.  Kotka była w trzypaku i urodziła  dwa kocięta. Zaczyna nam się już robić małe ZOO i muszę szybko znaleźć nowe domy dla tych kociaków.  Tylko znaleźć dobry dom dla takiego dachowca to wcale nie taka prosta sprawa.
No cóż, póki co trzeba się cieszyć, że dom tętni życiem i mieć nadzieję :)





14 komentarzy:

  1. W czasie deszczu najróżniejsze myśli przychodzą do głowy, a że w Irlandii pada przez 222 dni w roku... no ale ja nie o tym. Jesteś uważną obserwatorką :) co do kotki. My mamy kotkę dochodzącą, to nasza sąsiadka, mieszkamy w domu dwurodzinnym i myślę, że ona nas traktuje jak swoich, dlatego wpada do mnie na herbatę, przyniesie mysz, szczura, ja dam jej ciastko. Dobra wymiana :) jest wysterylizowana, więc kociaków nie będzie. Masz żywy dom, pięknie!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nasza kotka też należała do sąsiadów, było tam stadko kociaków, ale ta uznała, że u nas chce sobie zamieszkać. Przez kilka dni miauczała pod tarasem no i w końcu przekroczyła próg domu. Nie mieliśmy pojęcia, że jest kotna. Była bardzo chuda a, że miała tylko dwa małe to nie bardzo rzucało się w oczy, że rodzinka może się powiększyć. Siedzę sobie w pracy, a tu wiadomość w telefonie. Otwieram i widzę kocicę z dwoma kotami. Kotka jest już umówiona na sterylizację, więc więcej takich niespodzianek raczej nie będzie:) Ściskam:)

      Usuń
    2. Kociaki są fajne, ale w końcu urosną, ta 'nasza' wchodzi i do nas i do sąsiadów, jak do siebie, ale nie zostaje zbyt długo, sprawdza, czy wszystko się zgadza i wychodzi, jakby pilnowała porządku :) fajna jest, ale właścicielką jest Sarha, dziewczynka ma 12 lat, więc niech tak zostanie :)

      Usuń
    3. Cieszę się , że tylko dwa. Będzie łatwiej znaleźć im dom.Co by było gdyby na świat przyszła ósemka?? Boję się myśleć!

      Usuń
  2. Przyzwyczailiśmy się, że życie musi być z każdej strony otoczone barierą celowości i konkretu... Ludzie nie chcą czynności, które nic nie wnoszą, nie widać ich namacalnych efektów, ale świat się domaga bezcelowości i czasem trzeba mu ją dać :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ludzie przyzwyczaili się do rywalizacji, a brak konkretów w działaniu uświadamia jakąś pozorną porażkę, stratę, krok w tył. Ale ja już dawno zrozumiałam, że taka bezcelowość potrzebna jest czasem każdemu, żeby odetchnąć, wsłuchać się, nabrać dystansu. I masz rację, że światu też.

      Usuń
  3. Powiem Ci, że póki świeci słońce jakoś o tym wszystkim nie myślę, ale kiedy właśnie pada, a nie daj Boże jest zima, to kołaczą mi się po głowie różne myśli. Taki żal za młodością, że tyle rzeczy już za mną, że nigdy się nie powtórzą, że każdy rok to kolejne czterdzieści parę... Patrzę nie raz na moją Córcię i tak sobie myślę, że ja już przemijam, a przed nią wszystko co najpiękniejsze, ale to właśnie mnie cieszy. No cóż taka kolej rzeczy czy nam się to podoba czy nie. Pozdrawiam i słoneczka życzę:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wiem o czym mówisz. Ja patrzę na swoje córki i czuję to samo co Ty:) Ściskam mocno:)

      Usuń
  4. Czasem drobne zdarzenie, myśl czy obraz daje impuls do opowiedzenia jakiejś historii. Ja na ten przykład podczas niedzielnego spaceru po cmentarzu układałam w swojej głowie, jak mogły wyglądać historie życia pochowanych tam ludzi.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. I to może być temat na ciekawą powieść:)

      Usuń
  5. Pisz kobito o duppie maryni i tak będę cię czytać bo piszesz super!!!pomyslabym o książce jakbym tak pisała o "niczym" buziaki

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O książce to raczej przesada:) Będę sobie pisać tego bloga i to mi wystarczy:) Dzięki serdeczne i ściskam mocno:)

      Usuń
  6. Lubię czytać te Twoje o niczym i o wszystkim :)
    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  7. Piękny, wzruszający tekst....

    OdpowiedzUsuń