wtorek, 19 lipca 2016

Podróże nie tylko w czasie

Kilka dni urlopu, szybka decyzja i pakowanie plecaków. Kierunek Tatry.
Pogodę mieliśmy piękną. Nie za gorąco, ale ciepło, widoki cudne i wszystko by było prawie idealnie, gdyby nie to, że od dawana nie byliśmy w górach w środku sezonu. Wiedzieliśmy, że może być dużo ludzi, ale to co zastaliśmy na miejscu  przerosło nasze wyobrażenia.
I to co piszą o turystach, to wszystko prawda, że w tenisówkach i w sandałach w góry, że z reklamówkami, zamiast plecaków, bez podstawowej wiedzy o terenie.
Na własne oczy widziałam panią, która szła z Morskiego Oka w stronę parkingu na Palenicy w butach na wysokich obcasach.

Końcówkę krótkiego urlopu spędziliśmy w moim rodzinnym miasteczku w centrum Polski. Szósty rok mieszkam w Beskidach i wydaje mi się, że już tu wsiąkłam na dobre, ale każdy taki wyjazd to masa wzruszeń.

Dom w którym dorastałam zazwyczaj stoi pusty. Czasem na weekend przyjeżdża tu moja siostra, bo z Warszawy ma bliżej.
Każdy kąt domu przypomina mi rodziców, dzieciństwo i czas dorastania.
Orzech na podwórku rozrósł jeszcze bardziej, ale gałęzi na której przesiadywałam od dawna już nie ma. Jest tylko ślad po niej.

Miasteczko od czasów mojego dzieciństwa bardzo się zmieniło. Zamiast nierównych płyt chodnikowych, na których zdzieraliśmy kolana leży wszędzie równiutka kostka.
Rosną nowe budynki, znikają stare, ale są jeszcze miejsca które przypominają mi tamte lata.
I co, że teraz zamiast sklepu jest jakieś biuro. Ja i tak pamiętam, że wstępowałyśmy tam często z mamą i wybierałyśmy z siostrą broszki w kształcie żabek i kotków. A czasem pierścionki z niebieskim, albo różowym oczkiem.
Pamiętam, gdzie stał kiosk ruchu, pod którym w sobotnie poranki ustawiałam się w kolejkę po gazetę z plakatem. Wtedy to było coś:)
I kawiarenka, gdzie czasem w niedziele chodziliśmy z rodzicami na oranżadę. A ten smak... Nigdy już potem żaden napój gazowany nie smakował tak, jak to "coś" w butelkach z kapslem ceramicznym.
I kino, którego już nie ma i ten specyficzny w nim zapach i klimat. No i trzask składanych foteli po napisie "KONIEC".
Owszem, w mieście jest nowe kino w pięknym budynku, ale to w tym starym oglądałam poranki z moim Tatą, to tam chodziliśmy na filmy ze szkoły, a potem już na randki z pierwszymi sympatiami.
No i te przerwy w seansie przez zerwane taśmy filmowe:)

Dawno przyzwyczaiłam się, że w Beskidach na dnie rzek są tylko kamienie.Na początku przeszkadzało mi bardzo, że nie mogę z gołymi stopami spacerować po rzece. Minęły lata i nawet polubiłam te kamienie, bo kamieniste dna też maja swój urok.
Ale jest jedno miejsce gdzie  wciąż czuję, że jestem  "stamtąd".
Tu w Żywcu, gdy idę czasem na cmentarz, widzę same obce nazwiska, obce zdjęcia na nagrobkach.
W moim rodzinnym mieście cmentarz jest dla mnie czymś zupełnie innym. Rodzice, dziadkowie, dalsza rodzina, tu kolega z klasy, co zginął na motorze, tam koleżanka, a dalej dziewczyna co zawsze z uśmiechem sprzedawała mi rajstopy i nigdy nie obyło się przy tym bez krótkiej pogawędki...
I przy tych znajomych grobach, często znajome twarze. To rodziny tych co odeszli.

W moim miasteczku prawie każdy każdego zna. I choć to już szósty rok, to gdy przyjeżdżam i wychodzę po chleb, to nie wracam po 15 minutach, bo co krok spotykam kogoś z kim zamieniam kilka słów.
I tak tu było zawsze. I ma to swoje wady, bo gdy się wszystkich zna, to zawsze dociera więcej informacji i więcej plotek, ale to jednak część mojej przeszłości.
I obiecałam sobie, że będę częściej przyjeżdżać, bo nie da się tak odciąć od wszystkiego.
I choć ciężkie są takie podróże sentymentalne, to bez nich życie jest jakieś takie niepełne. Bez pamięci o o tym co minęło, bez naszych korzeni nie jesteśmy sobą.






24 komentarze:

  1. Piękni jesteście, pozdrawiam z drogi :* uściski

    OdpowiedzUsuń
  2. Z rozrzewnieniem przeczytałam Twoje wspomnienia i od razu miałam przed oczami obrazy z mojego miasteczka. Jak bardzo dom nas kształtuje dowiadujemy się tak na prawdę, kiedy odejdzie ktoś z tej części historii naszego życia.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dom ma olbrzymi wpływ na to kim jesteśmy. Dom to taki fundament pod resztę naszego zycia.

      Usuń
  3. No tak turystka, nie przyjechał po górach pochodzić tylko lansik w klapeczkach odstawić :(
    Często widziałam i ja takie turystki na szpilkach :))) Rady na to nie ma!
    Pozdrawiam, M

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Masz rację, rady na to nie ma, ale nadziwić się nie mogę pewnym zachowaniom. Pozdrawiam serdecznie:)

      Usuń
  4. Każdy ma chyba takie piękne wspomnienia. Świetny wpis!

    OdpowiedzUsuń
  5. A ja mieszkam od roku w miejscowości odległej o ponad 230 km od starego mojego miasta, gdzie prawie wszystkich znałam W dzieciństwie wiedzieliśmy, jakie dziecko przyjechało na wakacje, było spoza nas. Na ulicy mijałam ludzi, kłaniających się nawzajem, bo znajomości były pielęgnowane. Tutaj jestem obca i żeby nie mąż i córki z rodzinami, to poza sąsiadami, niewiele osób poznałam. Ale to moja wina, bo juz nie dążeę do nawiązywania nowych znajomości. Odliczam tylko dni, kiedy jadę w stare strony lub gozczę stamtąd przyjaciól.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oj, doskonale wiem, jak trudne są początki w nowym miejscu. A z tymi nowymi znajomościami to wiem co masz na myśli. Im człowiek starszy tym trudniej je nawiązuje, bo najlepsze są te zawarte dawno temu, bo człowiek wie o drugim człowieku wszystko. Zaczynać coś od zera nie jest proste.

      Usuń
  6. Wysokie obcasy?! Masakra! Jeśli nie miałabym już specjalnego obuwia, założyłabym na pewno coś na podobę trampek czy adidasów, ale na litość boską nie obcasy :D!
    Wspomnienia z domu wprowadziły mnie na chwilę w taką specyficzną atmosferę... Są cudowne, trochę zaczęłam dzięki temu wspominać swoje dzieciństwo :).
    Bardzo fajne zdjęcia :).

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jeśli człowiek miał dobre dzieciństwo, to chętnie wraca do tych lat, które minęły. Dziękuję i pozdrawiam serdecznie:)

      Usuń
  7. Ja również jestem zwierze wiejskie:) Od urodzenia mieszkam w mojej rodzinnej wsi i bardzo mi to odpowiada.
    Tak jak napisałaś - każdy zna każdego, ale jest to niezwykle urocze i fajne. Zawsze można iść do sąsiada na kawkę i odwrotnie, a pogaduszki są bardzo przyjemne. Co do wyjścia w góry - niejednokrotnie widziałam panie zasuwające na szpileczkach. No cóż - niektórym naprawdę brak zdrowego rozsądku.
    Piękne zdjęcia, a na nich urocze osóbki:)
    Serdeczne pozdrowienia z pięknych Jerzmanowic:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mieszkanie na wsi ma swoje wady i zalety. Niektórzy nie potrafią mieszkać w miejscu, gdzie jest cisza, nie ma galerii handlowej, kina, czy teatru. Ja uwielbiam moją wieś. Do miasta mam "rzut beretem". Kino, teatr mogę mieć kiedy chcę, a spokój i ciszę mam na co dzień. I to jest dla mnie bezcenne. Dziękuję i przesyłam moc uścisków ze słonecznego Żywca:)

      Usuń
  8. WOW ale widoki aż przyjemnie popatrzeć - a ja się zastanawiałam gdzie wybyć w wolnym czasie - już wiem!

    OdpowiedzUsuń
  9. Kocham góry i uwielbiam tam jeździć, chodzić, zwiedzać i po prostu być, oddychać i podziwiać. Piękne miejsca, pozdrawiam cieplutko :-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja też uwielbiam być w górach, ale stanowczo poza sezonem. Pozdrawiam serdecznie:)

      Usuń
  10. Byłam kiedyś w Tatrach na kilka dni. To chyba najpiękniejszy wypad jaki miałam w Polsce :) Co do miasteczka... ja bym chyba tak nie umiała. Jestem z większego miasta i czuję się bezpieczniejsza, choć czasem marzę o domku gdzieś na 'odludziu' :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja tez myślałam, że na wsi nie będę umiała, bo szkoły daleko, bo sklepy nie pod ręką, ale okazało się, ze wszystko mamy w zasięgu ręki, a podstawówka jest oddalona zaledwie 200 metrów od domu. Do miasta mamy tylko 4km więc tak naprawdę nie odczuliśmy jakoś specjalnie, że jest nam trudniej niż w mieście. Pozdrawiam serdecznie:)

      Usuń
  11. Niestety ale niektórzy nie mają wyobraźni wychodząc w góry.
    Mnie chyba najbardziej rozbroiła jedna pani, która na Giewont weszła w japonkach.

    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No bywają i takie przypadki niestety. Wszystkiego dobrego:)

      Usuń
  12. Tak Ci zazdroszczę wycieczek w góry, hehe, przypomniało mi się,że ja wczoraj na ćwiczeniach taki postęp w chodzeniu zrobiłam, że zaczynam wierzyć,że to możliwe i dla mnie będzie w końcu. Od razu widać, że życzliwość do ludzi bije od Ciebie,z kimś oschłym by tak nie gadali "tubylce" :-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mam nadzieje, że Twoje postępy będą coraz większe. No i weź pod uwagę, że ja w te góry chodzę z człowiekiem który porusza się przy pomocy kul. Dziekuję za miłe słowa pod moim adresem.Ściskam mocno:)

      Usuń