wtorek, 1 listopada 2016

"Umarłem cztery razy"- słodko-gorzka opowieść o życiu

Tak się ostatnio złożyło, że do Krzysztofa wpadł kolega i przyniósł mu w prezencie książkę-opowieść o człowieku żyjącym od lat w cieniu choroby nowotworowej, człowieku, który przekracza wciąż kolejne granice i udowadnia, że można.
Bo czym innym, jak nie przekraczaniem granic jest dwukrotne ukończenie Ironmana przez kogoś, kto oddycha tylko jednym płucem. I z tym jednym płucem staje na szczytach Kilimandżaro, Aconcaguy, Elbrusa, czy Mount Kenya.
Ale jeśli ktoś myśli, że biorąc do ręki tę książkę trafił właśnie na prostą, motywująca opowieść o niepełnosprawnym, któremu wszystko idzie gładko, to jest w błędzie.
Ta książka jest o życiu, a jak to w życiu bywa, często za marzenia, za przekraczanie granic płaci się wysoką cenę.
Bohater książki osiągnął bardzo dużo, ale...
No właśnie. Autorka książki Julia Lachowicz pokazuje też i te ciężkie momenty: rozpady kolejnych związków, utratę firmy, uporczywie powracające problemy zdrowotne...
Jednym słowem: życie.

Najlepsze w tym wszystkim jest to, że bohater  to właśnie ten  kolega, który wpadł do Krzyśka i przyniósł mu w prezencie książkę.

Na okładce przeczytamy:
Piotr Pogon
1 płuco, 2 medale Ironmana, 4 daty urodzenia, 30 lat z nowotworem, 94 blizny po operacjach, 2800 km przebiegniętych w zawodach, 34 333- łączna wysokość zdobytych szczytów.

W jeden wieczór przeczytałam książkę ja, w drugi Krzysztof.
Ja Piotra nie znam. Krzysztof z Piotrem znają się od dawna i razem brali udział w wyprawie na Kilimandzaro.
Każde z nas, to znaczy ja i Krzysztof, zupełnie inaczej odbieramy niektóre fragmenty książki. I wcale mnie to nie dziwi, bo Krzysiek tak jak Piotr ma duszę zaprogramowaną na walkę i zwycięstwo. Zdobywanie to Ich życie i pasja, a wysoka cena jest w to wszystko wkalkulowana.
Ja natomiast to zupełnie inna bajka. Sport ogranicza się u mnie do przejechania 40 km rowerem:) i nie umiałabym chyba ryzykować życia, by stanąć na szczycie kolejnej góry. I tu sama z siebie zaczynam się śmiać, bo mało nie przypłaciłam życiem wyjścia w nasze Tatry.  W drodze na Pięć Stawów poślizgnęłam się i uderzyłam głową w płytę kamienną. Miałam dużo szczęścia bo skończyło się tylko rozcięciem głowy i strachem:) I to dowód, że ryzykujemy wszędzie.
Podziwiam Piotra, ale nie do końca pojmuję. Natomiast Krzysiek rozumie ten pęd do walki bardzo dobrze.

Umierałem cztery razy  Julii Lachowicz - polecam.





36 komentarzy:

  1. Fascynująca postać, ciekawi mnie, czy od urodzenia, czy dopiero po diagnozie zdecydował się aź na tak ryzykowne życie? Podziwiam takich ludzi, a jednocześnie dziwi mnie to ryzyko podejmowane, żeby zobaczyć świat ze szczytu kolejnej góry, w uproszczeniu, oczywiście. Moja bajka jest dużo prostsza, bliższa Twojej, jedno wiem, że trzeba to życie przeżyć najlepiej jak się da i to udowadnia bohater.
    Pozdrawiam.:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie zdradzę w którym momencie życia bohater książki zdecydował się na ryzyko stawiając sobie kolejne wyzwania, bo to wszystko znajdziesz w książce, a mam nadzieję, że po nią sięgniesz:) A co do Twojej "bajki", to ją rozumiem doskonale:) Ja myślę, że nie zawsze zdobyte szczyty świadczą o wartości człowieka, ale to jakim człowiekiem jest się dla innych ludzi. Pozdrawiam serdecznie:)

      Usuń
  2. Myślę, że choroba wyzwala w człowieku egocentryzm i piszę to z własnego doświadczenia. Tak, to trudne, bo robiąc coś dla siebie w jakiś stopniu tracimy bliskich albo coś, co wpływa na naszą przyszłość, myślimy, przecież i tak nie mamy już nic do stracenia, wybory trudne i czasami mimo osiagnieć nie wzbudzają podziwu. No cóż, Tobie pewnie nie muszę szczegółowo wyjaśniać, co mam na myśli. Ucałowania :*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak, ale jest jeszcze inna strona medalu: choroba, niepełnosprawność wyzwalają w człowieku poczucie, że się jest gorszym od innych i potrzeba udowodnienia sobie "czegoś" jest tak silna, że nawet zdrowie nie ma wtedy znaczenia. Sama żyję z chorobą na którą nikt nie wynalazł lekarstwa i od czasu do czasu przelatuje mi przez głowę myśl, że inni mogą więcej. Na szczęście za chwilę dociera do mnie, że zawsze znajdzie się ktoś, kto może więcej, lepiej, dalej niezależnie od tego czy się jest na coś chorym czy nie. Chłopaków z jednej strony podziwiam za to, że potrafią tyle poświęcić i tyle wytrzymać w drodze do sukcesu. Z drugiej strony czasem wkurza mnie ich lekkomyślność. Ściskam:)

      Usuń
    2. Bo każdy jest inny i ma swoje potrzeby :) niestety to poczucie, że jest się gorszym... wiem z czego wynika, ale przecież tak nie jest. Ale to już zajęcie dla terapeuty :*

      Usuń
    3. Terapeuci też muszą z czegoś żyć:)

      Usuń
  3. Bardzo mnie zaciekawiłaś tą książką!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Myślę, że się nie zawiedziesz jeśli po nią sięgniesz:)

      Usuń
  4. Bardzo mnie zaintrygowałaś tą książką - muszę poszukać e-booka.
    Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
  5. Zaciekawiłaś mnie bardzo, z chęcią przeczytam. Pozdrawiam cieplutko :-)

    OdpowiedzUsuń
  6. Brzmi intrygująco i trochę terapeutycznie. Bardzo ciekawie napisana recenzja książki. Nie mam więc wątpliwości, że sama książka tym bardziej mnie nie zawiedzie. Na pewno po nią sięgnę w te długie jesienno-zimowe wieczory.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No właśnie! Jesień i zima sprzyjają czytaniu książek, więc staram się nadrobić letnie zaległości:)

      Usuń
  7. Zaciekawiłaś mnie tą książką.
    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  8. Ja też nie mogę zrozumieć zwłaszcza drapania się po górach, walka z zimnem, wiatrem zmagania z samym sobą, ale bardzo szanuję takich ludzi, pod warunkiem, że nie mają dzieci, bo uważam, że wtedy takie narażanie życia jest nie w porządku. Ale to tylko moje zdanie.
    Ja moją nogę w sposób bardzo skomplikowany złamałam na jedynej zamarzniętej kałuży przed domem, czyściłam reflektory w aucie..życie... Pozdrawiam:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kiedyś, na jakimś festiwalu filmów górskich oglądałam fil nakręcony o dorosłych już dzieciach ludzi, którzy poświęcili życie dla swojej pasji-dla gór. Najbardziej utkwił mi w pamięci młody mężczyzna, który obydwoje rodziców stracił w górach. Najpierw matkę, za kilka lat ojca.Ten film dawał bardzo dużo do myślenia. A co do wypadku na zamarzniętej kałuży, to nawet wstając z łóżka możemy sobie zrobić krzywdę. Jedni zdobędą Koronę Ziemi i nic im się nie stanie, a inni będą mieli pecha i wypadek przytrafi im się pod domem:) Pozdrawiam serdecznie:)

      Usuń
  9. Muszę poszukać w bibliotece i przeczytać:)

    OdpowiedzUsuń
  10. Po Twoim poście stwierdzam, że to interesująca pozycja. Z jednej strony chciałoby się, rzec, że nie rozumiem osób, które wchodząc na szczyty ryzykują, stawiają swoje życie na szali, z drugiej strony natomiast - człowiek nie zdaje sobie sprawy, ale codziennie, walczy z życiem - bo skąd mam wiedzieć, że idąc do sklepu jakiś wariat we mnie nie wjedzie?
    Wydaje się, że wejście na jakiś szczyt to większe ryzyko - nie mam jednak pewności. Jestem jednak pewna (z opowieści tych którzy wrócili), że to walka z samym sobą.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Od lat żyję z człowiekiem, który mimo niepełnosprawności robił różne rzeczy przesuwając granice swoich możliwości, ryzykując życiem i zdrowiem. Tacy ludzie nie nie potrafią inaczej. Ciągle po głowie Im chodzi zdobycie kolejnej góry, czy zrobienie jakiejś innej niesamowitej rzeczy. Ale wiem, że to wszystko kosztuje Ich bardzo wiele wyrzeczeń, wysiłku i zdrowia. A Oni zawsze powiedzą, że warto:)

      Usuń
  11. Przeczytam na pewno, bardzo lubię takie książki. I muszę też przeczytać książkę Nicka Vujicica- takie książki otwierają nam oczy, uderzają mocno po głowie, kiedy zaczynamy narzekać. Bo tak naprawdę nie mamy na co narzekać, grzeszymy narzekając. Tyle mamy, a często zapominamy .... Serdeczności.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Czasem warto sobie przypomnieć ile dobrego dostaliśmy od losu:)

      Usuń
  12. Ciekawa Książka aż chcę się ją przeczytać z samej ciekawosci. Serdecznie pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
  13. Książkę chętnie przeczytam. Lubię przygody, ale nie umialabym tak ryzykować borykają się z poważną chorobą. To są bardzo silni psychicznie ludzie. Stawiają sobie cel i go osiągają mimo ogromnych przeszkód. Podziwiam.

    OdpowiedzUsuń
  14. Witam serdecznie! Tak się złożyło, że znam Piotra:) Przewija się przez moje życie od czasów licealnych. I jest to dla mnie przywilej bo nie pozwala mi być obojętną. Bo zmusza mnie do trudnych pytań, wywołuje wewnętrzne konflikty, sprzeczne emocje. Podobnie jak autorka książki nie wiem, nie oceniam bo tutaj nie ma jednoznacznej odpowiedzi ani oceny. Zresztą im dłużej żyję tym częściej tak mam:) Ponieważ mam też taki przywilej, że jestem coachem, a od niedawna też współwłaścicielką Ośrodka Corelacje postanowiłam połączyć te moje przywileje:) i zorganizować spotkanie z Piotrem inspirowane jego życiem i tą książką pt "DNA i dna sukcesu", 2 grudnia o 18.00 Będziemy szukać odpowiedzi na różne pytania m.in "Co w życiu warto, a co się opłaca". Będzie można też kupić książkę Julii Lachowicz "Umarłem cztery razy" z dedykacją Piotra i tym samy dołączyć do rehabilitacji jego zdrowia.Jeżeli ktoś z Państwa chciałby wziąć udział - serdecznie zapraszam!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja również witam serdecznie:) Bardzo mi miło, że zostawiła Pani komentarz pod tym postem. W moim domu, po przeczytaniu książki długo dyskutowaliśmy właśnie o tym, co w życiu warto. Po naszej dyskusji umacniam się w przekonaniu, że każdy ma swoją skalę wartości i dla każdego inne rzeczy są warte poświęceń. Najlepszym przykładem sprzeczności w tym temacie jestem ja i mój partner:) Bardzo jestem ciekawa, jak przebiegnie spotkanie i w jakim kierunku potoczy się rozmowa uczestników. Proszę o podanie miejsca spotkania. Pozdrawiam serdecznie:)

      Usuń
    2. Dziękuję miłe przyjęcie:) Tak, właśnie liczę na takie rozmowy w trakcie spotkania i po. Jestem bardzo ciekawa co sobie z tej historii każdy zabierze dla siebie, z czym zostanie i jak ona będzie żyć dalej. Serdecznie Cię zapraszam (chyba możemy sobie mówić po imieniu:)i wszystkich zaciekawionych Piotrem, książką. Miejsce spotkania to: Ośrodek Corelacje, ul. Nowy Świat 22, lok.1, 2 grudnia, g.1800. Do zobaczenia:)

      Usuń
    3. Witam Pani Agato, przeczytałam w jednej z wypowiedzi, że zna Pani Pana Piotra. Czy jest możliwe uzyskanie od niego dedykacji na tej książce?
      JEstem córką wspaniałego człowieka, który stoczył niesamowitą walkę z tą chorobą i chciałabym móc tą książkę podarować mamie, która towarzyszyła tacie w każdej sekundzie jego walki - by nie zapominała, że pomimo jego odejścia, to ta walka była wygraną! Chce wierzyć, że można wygrać z nowotworem.

      Będę wdzięczna za odpowiedź!

      Magdalena M.

      Usuń
  15. Dziękuję za zaproszenie i informację:) Oczywiście, że możemy sobie mówić po imieniu:)będzie mi bardzo miło:)

    OdpowiedzUsuń
  16. Bardzo interesująca książka. Wzbudziła moją ciekawość :) Moja mama ma taki sam kubeczek w róże :))
    Pozdrawiam ciepło :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Książkę polecam, a kubeczek w róże bardzo lubię od dawna:)Serdeczności:)

      Usuń
  17. Tak przekornie...Kot zawsze spada na cztery łapy, a żeby kózka nie skakała to by nóżki nie złamała...Jestem bojaźliwa strasznie i unikam niebezpieczeństw, ale co z tego, jak to niebezpieczeństwo czyha na mnie wszędzie.Boję się karuzeli zwanej "diabelskim młynem", latania samolotem, chodzenia po wysokich górach, jeżdżenia szybkimi samochodami...Najbardziej jednak boję się, że zwyczajnie zachoruję, albo coś znacznie błahego i po prostu nie znajdę już ani czasu, ani siły na to wszystko, bo podobno lęki trzeba przełamywać.Im jestem starsza tym wiele rzeczy mnie przeraża, ale to chyba dlatego, że wiem jak może się skończyć zwyczajny skok "Na główkę" do wody.A gdy ma się tylko jedno życie, albo tylko pół, to czy nie warto go spędzić tak jakby to miał być ostatni dzień życia?Czy warto się narażać na niebezpieczeństwo, kiedy jest się odpowiedzialnym za rodzinę?Wiem jedno o marzenia trzeba walczyć, tak jak o życie, bo ono dane jest nam tylko jedno, przeżyjmy je tak, jakby miał być to ostatni nasz dzień, jedyny, wymarzony :-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wystarczy zadać sobie pytanie: Jak chciałabyś/chciałbyś spędzić swoje ostatnie dwa dni życia? Lubię zwiedzać, jeździć, poznawać nowe miejsca, ale w ostatnich chwilach życia najważniejsi byliby dla mnie najbliżsi. A to, że masz respekt przed ryzykownymi zachowaniami wcale mnie nie dziwi. Dzielę życie z człowiekiem, który w młodości przez lekkomyślność doznał bardzo poważnego urazu kręgosłupa. Znam Jego kolegów, którzy w różnych okolicznościach przez brawurę i brak rozsądku stracili sprawność i zdrowie na całe życie. Spełnianie swoich marzeń to nic złego, ale ryzykowne zachowania, takie jak np. skok do wody w miejscu niedozwolonym to skrajna głupota za którą się płaci bardzo wysoką cenę.

      Usuń