poniedziałek, 19 września 2016

Za zakrętęm

Nigdy nie wiemy co nas spotka za zakrętem.  Być może dzień, który zaczął się źle przyniesie nam nieoczekiwanie coś pozytywnego.
Dobrych kilka lat temu, w dość trudnym okresie życia, Krzysiek wstał rano, wsiadł do samochodu i ruszył przed siebie.
To Jego "przed siebie" nie było takie zupełnie przypadkowe, bo kierował się w stronę Tatr, a dokładniej w stronę Kościeliska.
Do gór ciągnęło Go od młodości, poza tym w Kościelisku mieszka Jego kolega, którego poznał po wypadku i od dwudziestu kilku lat są w kontakcie.

Tak sobie jechał w stronę tych Tatr  i niby był kwiecień, ale z nieba sypały ogromne płatki śniegu.
W okolicy Babiej Góry wszystko było białe, a świerki uginały się pod ciężarem mokrego śniegu.
Krzysiek nie myślał wcale o letnich oponach w swoim starym Mercedesie, bo w głowie "siedziały" mu problemy z którymi wtedy starał się jakoś uporać. "Doła" miał przeokropnego, takiego z najwyższej półki.
Z tego ponurego zamyślenia wyrwał Go widok porzuconego roweru z sakwami. Obejrzał się, ale przy rowerze nie było nikogo. Pojechał dalej, a potem zawrócił. Chciał sprawdzić czy ktoś nie potrzebuje pomocy. W zasadzie wcale nie chciał, ale sumienie Go do tego zmusiło:). Był pewny, że pakuje się w jakieś kłopoty. Stanął przy rowerze i zaczął wołać. Po jakimś czasie z krzaków wyszedł mężczyzna w krótkich spodenkach. Krzysiek ze zdziwieniem obejrzał delikwenta, bo ten mimo zerowej temperatury miał na sobie lekkie ubranie i cały telepał się z zimna. 
Zaczęła się rozmowa trochę po angielsku, trochę po rosyjsku, a trochę na migi:)
Okazało się, że człowiek z krzaków to Belg, podróżnik, który na rowerze wędruje po Europie. Noc spędził  właśnie w tych krzakach, w swoim malutkim namiociku.
Alex, bo tak ma na imię, pokazał palcem na mapie, że chce dojechać do Oświęcimia.
Krzysiek zmienił plany, wsadził rower Alexa do bagażnika, włączył nawiew w samochodzie tak, by porządnie wysuszyć i ogrzać nieznajomego, i ruszył w przeciwną stronę niż zamierzał.

Od tego zdarzenia minęło już dobrych parę lat. Tak naprawdę nie wiadomo kto komu pomógł wtedy bardziej.
Tamte problemy Krzyśka już dawno przestały być ważne, ale za to znajomość z Aleksem trwa do tej pory.
Rok temu, późną wiosną Krzysztof dostał od Alexa sms-em zdjęcie na którym widać puszkę piwa Żywiec, a w tle żywiecki park. To był znak, że Alex jest w Żywcu. Oczywiście przyjechał na swoim rowerze i mieliśmy przyjemność gościć Go u siebie.

A dlaczego właśnie teraz o tym piszę?
A no dlatego, że Alex prawie dwa miesiące temu znów wyruszył w kolejną podróż.Tym razem zaczął od północy Europy, potem zahaczył o wschód, a z Litwy ruszył do Polski i w ten weekend, ku naszej wielkiej radości, przypedałował do Żywca:) 
I opowiadał nam o swoich podróżach, o rodzinie, o kraju w którym mieszka. Tak naprawdę gadamy na przeróżne tematy i zawsze tego czasu jest mało, by dowiedzieć się wszystkiego. No a przecież wszystko jest ważne:)

Czasem warto mimo kłopotów i jak się nam nieraz wydaje stanów beznadziejnych zrobić krok do przodu, bo nie wiadomo, co lub kto czeka na nas za następnym zakrętem drogi.
Choć jeden krok na początek, by ruszyć z miejsca...

A Alex?
Kręci już pedałami w okolicach Bratysławy i jak dobrze pójdzie, za około dwa tygodnie, wróci do swojej Christine, która czeka na Niego cierpliwie w Belgii:)
Dodam, że Aleks ma 63 lata i dziennie na rowerze, na którym ma zawieszone wielkie sakwy, wpakowane wszystkim co mu potrzebne w drodze, robi około 80km, a rocznie około 10000km. Po drodze stara się zobaczyć możliwie najwięcej i jak najwięcej udokumentować robiąc setki zdjęć.

Trzymamy mocno kciuki i mamy nadzieję na spotkanie w przyszłym roku:)