niedziela, 23 kwietnia 2017

Czarno na białym

Moda na jasne wnętrza panuje od dawna.  Skandynawskie inspiracje pełne bieli i naturalnych dodatków zachwyciły nie tylko mnie. Śledzę Wasze blogi i widzę, że  niektóre z Was też polubiły prostotę tego stylu.  Kilka drewnianych komód zmieniło kolor pod wpływem tej mojej "miłości" do skandynawskiej bieli. Był moment, że kupowałam w sklepie tylko białą farbę:)
Ale ostatnio biel zaczęła mi przeszkadzać. Postanowiłam coś zmienić.
Tym razem w ruch poszedł pędzel i czarna farba. Tak już mam, że czasem potrzebuję odmiany.
Nie jestem żadnym ekspertem od przemalowywania mebli, ale takie "prace ręczne" są dla mnie dobrą zabawą i świetnym relaksem.
Właśnie rozpoczęliśmy rozbudowę domu, i w związku z tym zaczynają mi w głowie kiełkować kolejne pomysły dotyczące wyglądu niektórych mebli. Ale o tym innym razem.
Jeśli przemalowywałyście jakieś meble i pisałyście na swoich blogach o tych metamorfozach, to podeślijcie mi linki, a ja chętnie tam zajrzę. Inspiracji i nauki w tej dziedzinie nigdy dosyć:)











czwartek, 2 marca 2017

Kilka pstryków


Tym razem tylko kilka babskich fotek z poprzednich tygodni:)
 
Tu Zosia w tłusty czwartek. Komentować chyba nie ma potrzeby:)

Zosia dzwoni:) Ma zasięg ze wszystkiego: z kamyka, z metki od ubrania, a raz nawet w samochodzie, w czasie długiej jazdy, wyciągnęła ze swojego buta wkładkę i o dziwo też z tej wkładki udało jej się uzyskać połączenie:)

                  



Taką głupawką kończy się próba zrobienia jednego poważnego zdjęcia:)


Królowa jest tylko jedna:)

No może druga też się znajdzie:)

A w zasadzie to chyba cztery:) Królów jest dwóch, ale dziś miały być tylko babskie pstryki:)




Próba założenia liści z zabawkowej sałaty na gołe stopy:)
Udało się! Liście z zabawkowej sałaty są tam gdzie miały być:)



poniedziałek, 27 lutego 2017

Domek dla lalek

Wiem, że zniknęłam na ponad miesiąc, ale czasem jest tak, że trudno pogodzić wszystkie sprawy. Bywa, że musimy zrezygnować z rzeczy, które lubimy robić na rzecz czegoś innego. Wydawało mi się, że zimą czasu będzie więcej, bo przecież odpadnie grzebanie w ogródku, ale jakoś tak się porobiło, że było zupełnie odwrotnie.
I sama jestem sobie winna, bo zawsze wymyślę coś, co mi ten czas "kradnie":).
A najgorsze jest to, że zazwyczaj próbuję wrobić w te moje pomysły innych.
Tak było tez z domkiem dla Zosi. Zosia kończy w tym miesiącu dwa lata i chciałam jej kupić domek dla lalek. Zależało mi na tym, by domek stanowił też element wystroju jej pokoiku, to znaczy nie był kolejną plastikową zabawką, ale czymś, co będzie jednocześnie ozdobą tego miejsca. Poszperałam w internecie i gdy zobaczyłam ceny tych, które wpadły mi w oko, to pomyślałam, że jedyną nadzieją jest Dziadek Krzysiek:) Dziadek oczywiście "chwycił przynętę" i... 
Sami zobaczcie, co nam z tego domkowego zamieszania wyszło 


 
















niedziela, 22 stycznia 2017

Najsmutniejszy Dzień Babci

Zawsze myślimy, że zdążymy, że mamy jeszcze czas na telefon, na odwiedziny, na złożenie życzeń.
Wczoraj w Dniu Babci moja córka oznajmiła, że jedzie do dziadków swojego męża złożyć życzenia z okazji Ich święta. To bardzo dobrzy ludzie więc szybko stali się rodziną dla mojej córki.
- A może lepiej w niedzielę? - spytałam. Wiedziałam, że są zmęczeni po całym tygodniu pracy.
- Pojedziemy dziś!-uparła się.
Pojechali i bardzo długo nie wracali. A gdy wrócili Nina z przejęciem zaczęła opowiadać, że Babcia bardzo się ucieszyła, ale z trudem rozmawiała i ciężko oddychała. Moja córka pomyślała, że trzeba wezwać karetkę. Jest ratownikiem medycznym, więc nie potrafiła zlekceważyć takich objawów. Po zachowaniu lekarza  zorientowała się, że stan jest poważny, ale jeszcze wtedy nie myślała, nie przypuszczała, że... Przecież takie rzeczy nie przytrafiają się bliskim, no a Babcia była w rękach specjalistów. Na dodatek rodzice zięcia pojechali za karetką do szpitala, by być przy Babci. Wszystko miało się dobrze skończyć.
Ale za pół godziny dowiedzieliśmy się, że Babcia odeszła. Nie zdążyła nawet dojechać do szpitala, a przecież jeszcze zanim Ją zabrali do karetki prosiła, by wszyscy poczęstowali się sernikiem, który upiekła dzień wcześniej.
Moja córka przepłakała całą noc, a ja wciąż mam mam przed oczami Babcię siedzącą przy moim stole.

Dlaczego o tym piszę? Bo gdyby Nina mnie posłuchała, gdyby odłożyła tę wizytę do dziś-niby tylko jeden dzień, a już nie mogłaby złożyć tych życzeń Babci. Tych ostatnich życzeń. Nie miałaby szansy przytulić Jej ostatni raz.
Więc jeśli macie jeszcze komu, to nie odkładajcie ciągle tego na później.
Babcie odchodzą tak szybko.
Odchodzą nawet w swoje święto.